Węże w Sądecczyznie

Zapewne wielu internautom naszego serwisu zdarzyło się spotkać kiedyś oko w oko z nie znanym sobie wężem. Węże wzbudzają za­zwyczaj nieopanowany strach i większość nieuważnych obserwa­torów jest później przekonana, że spotkała się z groźną żmiją. Tym­czasem o spotkanie z tym gadem nie jest tak łatwo, tym bardziej że na terenach uczęszczanych przez człowieka jest ona bezlitośnie tępiona. Przy okazji zabijane są również inne węże, bo turysta na ogół nie potrafi odróżnić ich od jadowitej żmii. Gorzej, gdy nie po­trafi tego zrobić znawca przyrody, a przy tym nawołuje bezmyślnie do tępienia tego bardzo pożytecznego zwierzęcia: „Nie ma co żało­wać żmii: zwierzę to stanowczo szkodliwe. Jeżeli i tępi myszy, to w tak małych ilościach, że nie można jej tego poczytywać za wielką zasługę: ten sam myszołów wyłapie ich więcej w ciągu kilku dni, niż żmija przez całe lato. Dla człowieka zaś jest w każdym razie nie­bezpieczna. Należy więc wypowiedzieć otwartą wojnę jej, i wszy­stkim podobnym do niej wężom, ubarwienie bowiem miewa bardzo zmienne: szare, czerwonawe, a czasami zupełnie czarne. Trudno też wskazać stałe oznaki, po których można by ją było poznać na pewno. Zygzakowata, czarna pręga wzdłuż grzbietu, którą każda prawie żmija posiada, nie rozstrzyga wcale wątpliwości, gdyż i gnie­wosz miewa nieraz coś podobnego wzdłuż ciała, a zresztą trudno szukać pręgi na grzbiecik, gdy mamy przed sobą węża, ruszającego się i grożącego lada chwila ukąszeniem”. Zna­jąc dobrze obyczaje żmii i innych krajowych węży, możemy z całą pewnością stwierdzić, że gad ten samorzutnie nigdy nie atakuje człowieka. Stara się raczej zawczasu zejść mu z drogi; jeżeli mu się to nie uda, a nie ma możliwości ukrycia się, przyjmuje pozycję obron­ną, pilnie bacząc na zachowanie domniemanego wroga. W tym momencie zbliżenie się do niej na odległość mniejszą aniżeli pól metra grozi ukąszeniem.Rozpoznanie żmii i odróżnienie jej od podobnych gatunków nawet laikowi nie powinno nastręczać żadnych trudności, bowiem z kilkumetrowej odległości widać wyraźnie wszystkie cechy pozwalające zaliczyć obserwowanego osobnika do określonego gatunku. Jeżeli zwierzę jest niewielkie, długości 20-30 cm, jednolicie miedziane i wałkowate, a jego głowa zupełnie nie odcina się od tułowia, mamy do czynienia z padalcem – beznogą jaszczurką. Większe okazy, mające po bokach ciała niewielkie, romboidalne, brązowe plamki o barwie ceglasto miedzianej to węże z gatunku gniewosz, ciepłolubny element w naszej herpetofaunie. Duży brunatnoczarny wąż z wyraźnymi żółtymi plamami po bokach głowy jest zaskrońcem, zygzak zaś na grzbiecie ma jedynie żmija. Wśród jej wielu barwnych i, odmian zdarzają się również okazy czarne. Te łatwo odróżnimy od zaskrońca po grubym, krępym kształcie i typowym zachowaniu. Zaskroniec nigdy nie przyjmuje pozycji obronnej tak charakterysty­cznej dla jadowitej żmii. Te trzy pożyteczne gatunki węży, a także padalec zamieszkują Ziemię Sądecką, każdego z nich spotykamy jednak w nieco innym środowisku. Zaskrońce zajmują najchętniej oświetlone brzegi rzek i potoków, choć spotkać je można także i w lesie. Gniewosz wybiera ciepłe nasłonecznione stoki i polanki śródleśne, unika wyraźnie miejsc wilgotnych i zacienionych. Żmija natomiast najczęściej by­tuje na nieco podmokłych polankach, w miejscach odsłoniętych, lecz silnie zakrzaczonych, ponadto widuje się ją często na górskich pastwiskach, gdzie wypasa się owce. Wędrujący po bezdrożach Sądecczyzny turysta może natknąć się również na największego przedstawiciela krajowych węży – węża Eskulapa. Gad ten żyje w nasłonecznionych prześwietlonych lasach, gdzie wybiera najczęściej południowe skłony wzgórz z odsłonię­tymi półkami skalnymi, na których lubi się wygrzewać. Czasem za­mieszkuje także stare, opuszczone domy łemkowskie. Dorosły wąż Eskulapa jest okazałym gadem. Długość ciała waha się w granicach 1,5—2 m. Grzbietowa część ciała pokryta jest łuskami o pięknym oliwkowym odcieniu, część brzuszna jest jasnożółta. Wąż Eskulapa, podobnie jak zaskroniec, ma po obu stronach głowy żółte plamy, jednak nie tak wyraźnie odróżniające się od tła jak u zaskrońca. Żywi się drobnymi ssakami, ptakami i gadami, w niewoli szczególnie lu­bi nietoperze. Ofiarę przed zjedzeniem unieruchamia i dusi opla­tając się wokół niej i stopniowo zaciskając zwoje. Wszyscy przyrodnicy, którzy zetknęli się z tym okazałym wężem, zgodnie przyznają, że największym jego wrogiem jest człowiek. Za­skoczony wąż Eskulapa nie ucieka, jak czynią inne gatunki, lecz stara się wspiąć na najbliższy krzak lub drzewo i silnie oplata się wokół gałęzi, tak że nawet dorosła osoba z trudem może go od niej oderwać. Taki sposób ochrony przed napastnikiem sprawia, że węża tego można bardzo łatwo uśmiercić. Robotnicy leśni, górale wypasający owce, a także turyści przy napotkaniu tego dużego gada bezmyślnie go zabijają, sądząc bezpodstawnie, że pozbawili życia wy­jątkowo niebezpieczny okaz żmii. Dlatego też do czytelników tej książeczki zwracamy się z apelem – nie zabijajcie i nie pozwólcie zabijać napotkanych węży. Zabijanie dziko żyjących zwierząt – na­wet jeżeli są to węże – jest po prostu niszczeniem rodzimej przyrody i świadczy o elementarnym braku kultury. Wśród krajowych płazów chyba największą sympatią turystów cieszą się salamandry. Spotkanie ich na górskim szlaku jest zazwyczaj miłym przeżyciem i każdy turysta zatrzymuje się na chwi­lę, aby przyjrzeć się temu czarno-żółtopomarańczowemu, niezgrab­nie poruszającemu się jaszczurowi. Jeszcze przed kilkudziesięciu laty była ona prawie wszędzie w Karpatach pospolita. Obecnie spotka­nie z tym pięknym płazem staje się coraz większą rzadkością. Liczna jest jeszcze m.in. w reglu dolnym Beskidu Sądeckiego. W dzień najczęściej zobaczyć ją można po deszczu lub gdy zbiera się na bu­rzę, a powietrze jest już parne. Będąc przed kilku laty w okolicach Rytra, naliczyliśmy na przestrzeni zaledwie kilkuset metrów na ścieżce wiodącej ku Makowicy kilkanaście osobników. Według znawców tego gatunku salamandra jest pod względem rozrodu wyjątkiem wśród krajowych płazów. Gody jej odbywają się nie na wiosnę, jak u innych gatunków, lecz w jesieni – najczęściej we wrześniu. Rozwój jaja przebiega w ciele matki, a nie w wodzie jak u wszystkich naszych płazów. Młode larwy przychodzą na świat na wiosnę, rodzone w kilku miotach w czystej wodzie zastoisk gór­skich strumieni i w źródłach. Przebywają tam trzy miesiące, po czym przeobrażone już salamandry wychodzą na ląd, gdzie zaczynają swe dorosłe życie.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.