Ciekawe zwierzeta w okolicach Rytra

Ciekawe zwierzęta w okolicach Rytra, na polanach Makowicy, miejscowy góral za­pytany o przyczynę gwałtownego wzrostu liczby jeleni odparł: „po-odbierano ludziom broń, co każdy miał u siebie, a myśliwym polo­wać się nie chce”. Zanik kłusownictwa i uzdrowienie gospodarki łowieckiej należą niewątpliwie do najważniejszych, choć zapewne nie jedynych przyczyn znacznego wzrostu pogłowia tego gatunku na Sądecczyźnie. Najliczniejszym przedstawicielem kopytnych Ziemi Sądeckiej jest obecnie sarna. W przeciwieństwie do jelenia bytuje częściej w niż­szych położeniach górskich, na Pogórzu, nie unika również dużych obszarów bezleśnych Jej pogłowie zmienia się z roku na rok w za­leżności od warunków klimatycznych, odżywczych, presji drapieżni­ków itp. Od wielu jednak lat utrzymuje się na poziomie 800-1000 osobników. Zapewne niewiele osób wie, iż sarny mają dwa okresy rui w ciągu roku. Zasadnicza odbywa się w lipcu i na początku sierpnia, jed­nakże kozy, które nie zostały pokryte latem, mają drugą ruję w je­sieni. Wszystkie jednak rodzą młode w jednym terminie maj-czer­wiec, u samic bowiem zapłodnionych w normalnym czasie rozwój zarodka zostaje wstrzymany na kilka miesięcy. Ostatnim dużym ssakiem kopytnym zasługującym na uwagę jest dzik. Ziemia Sądecka była i jest miejscem bytowania stosunkowo licznej jego populacji. Odwrotnie jednak niż jeleń, dzik w. ostatnich kilkunastu latach stał się tutaj mniej liczny. Obserwacje gajowych i pracowników leśnych pokrywają się z danymi zaczerpniętymi z co­rocznej inwentaryzacji zwierzyny łownej. Okazuje się, że np. w 1954 r. szacowano miejscową populację na 350 osobników, natomiast w la­tach 1970 i 1971 liczebność tego zwierzęcia utrzymywała się nie­zmiennie na poziomie ok. 230 sztuk. Pracownicy służby leśnej su­gerują, że przyczyną spadku pogłowia dzika musiała być jakaś epidemia, bo załamanie się populacji przyszło nagle, mniej więcej na początku lat sześćdziesiątych. Przed laty spotykano tu więcej stad niż dzisiaj. Często były to gromady liczące po 20 sztuk, nato­miast obecnie ich liczebność rzadko przekracza 5 osobników. Warto zwrócić uwagę turysty, iż dzik jest niezwykle silnym zwie­rzęciem. Rozjuszony odyniec lub broniąca młodych locha potrafi być bardzo niebezpieczna nawet dla dorosłego mężczyzny, a rany zadane ostrymi kłami są zazwyczaj bardzo głębokie. Niezwykle osobliwymi i mało u nas znanymi zwierzątkami są gryzonie z rodziny pilę chowanych. Te niewielkie i nieliczne w gatunki ssaki zamieszkują w Polsce stare, zasobne w dziuple lasy dębowe i buczyny, czasem znajduje się je także w zabudowaniach wiejskich. Na Ziemi Sądeckiej bytują dwa spośród czterech krajo­wych gatunków: pospolita popielica, odznaczająca się wielkim -w stosunku do całego ciała – i puszystym ogonem, oraz mniejsza od niej orzesznica. Obie jesienią zapadają w długi sen zimowy, trwa­jący niejednokrotnie ponad 6 miesięcy. Te urocze zwierzątka dzień przesypiają w dziuplach i dopiero z nastaniem zmroku wyruszają na żer. Orzesznica żywi się wyłącznie owocami oraz nasionami drzew i krzewów, popielica chętnie zjada również owady i ślimaki. W Beskidzie Sądeckim gryzonie te upodobały sobie schronisko na Jaworzynie Krynickiej. Przekonać się o tym może każdy turysta, który wieczorną porą usiądzie w sali jadalnej schroniska. O zmroku na strychu zaczyna się skrobanie, szuranie i tupanie, po czym w otwo­rach wokół rur centralnego ogrzewania pojawiają się śliczne pyszczki popielic lustrujące uważnie salę. Przez jakiś czas oceniają, czy nic im nie grozi, i ostrożnie schodzą na podłogę, gdzie sprawnie bu­szują w poszukiwaniu okruchów chleba i słodyczy. Zważają przy tym bacznie na siedzących w sali turystów. Nieostrożny, gwałtowny ruch lub hałas powoduje natychmiastowy paniczny odwrót złożo­nej z kilku osobników rodzinki. Kierownik schroniska twierdzi, że co roku na strychu lęgnie się kilka sztuk, aby więc nie rozpleniły się zbytnio w schronisku, większość osobników wyłapuje i wynosi da­leko do lasu.Omówienie osobliwości fauny ptaków Sądecczyzny rozpo­czniemy od orła przedniego. Gatunek ten, według Niezabitowskiego, jeszcze na przełomie XIX i XX w. należał do stałych elementów miejscowej fauny, choć zapewne zaliczał się już do rzadkości. W bie­żącym stuleciu prawdopodobnie wyginął tu zupełnie, jednak w 1964 r. pojawił się znowu. W najdzikszych i odludnych regionach Ziemi Sądeckiej, w okolicach góry Kraczonik między Muszyną a Leluchowem, zaobserwowano tu stale bytujące trzy osobniki, z których jeden odznaczał się upierzeniem młodocianym. Autor tej niezwykle ważnej obserwacji sugerował, że w pobliżu na pewno znajduje się gniazdo. Trudno ocenić, czy orzeł ten osiedli się na stałe na terenie Ziemi Sądeckiej. Ma tutaj, szczególnie w Beskidzie, zapewnione odpowiednie warunki życia, jednakże ogromne niebezpieczeństwo grozi mu ze strony niefachowych myśliwych, którzy tępią zaciekle wszelkie drapieżne ptaki, przekonani najczęściej o wielkiej poży­teczności tego procederu. Podobnie z winy zachłannych strzelców niezmiernie rzadkim gatun­kiem w Polsce stał się puchacz. Jeszcze w XIX w. występował niemal w całym kraju, obecnie ograniczony jest w swym zasięgu do Karpat i niektórych województw północnych, pogłowie zaś tej sowy w kraju szacuje się na 60-70 par. Ziemia Sądecka, obok innych regionów Karpat, jest jedną z osta­tnich ostoi tej największej u nas sowy. Puchacz zasiedla tutaj naj­bardziej odludne i niedostępne stare lasy reglowe w paśmie Radzie­jowej; prawdopodobnie gnieździ się w przepięknym zakątku dolno­reglowej „prapuszczy” – w rezerwacie „Baniska” w dolinie Wielkiej Roztoki.Puchacz, tak jak i inne sowy, jest w dzień napastowany przez ptaki. Okoliczność tę wykorzystywano dawniej w polowaniu na ptactwo. Myśliwy przywiązywał oswojonego puchacza do gałęzi w widocznym miejscu, sam zaś ukrywał się w pobliżu, oczekując na przybycie pierwszych napastników. Zobaczmy, co pisze na ten temat nestor ornitologii polskiej, profesor Jan Sokołowski: „Polowanie z pucha­czem było o tyle ciekawe, że dawało sposobność obserwowania róż­nych gatunków, nawet takich, które na ogół unikają pokazywania się z bliska. Obserwatora mogło interesować również zachowanie się samego puchacza, który jest dość lękliwy, a jego ruchy na widok atakującego ptaka nie są niczym innym, jak tylko wyrazem prze­strachu. Na widok wrony odwraca się w jej kierunku i kiwa głową, wobec atakującego sokoła pochyla się i gwałtownie kłapie dziobem, ilekroć sokół nadleci zbyt blisko, a na widok silnego orła zeskakuje z grzędy na ziemię, rzuca się na wznak i w obronie własnej nastawia pazury. Przerażenie jego jest uzasadnione, gdyż w walce z orłem uległby na pewno. Puchacz widzi doskonale nawet w najjaśniejszy dzień i zbliżanie się np. sokola wędrownego sygnalizuje z takiej odle­głości, z której człowiek gołym okiem niczego nie spostrzega”.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.