Wpływ człowieka na środowisko

Na początku naszego stulecia stosunek człowieka do wielkich drapieżników zaczynał się powoli zmieniać, stały się one już zbyt rzadkie, aby wyrządzane przez nie szkody były uciążliwe, a świado­mość, że niektóre z nich mogą wyginąć zupełnie, nakazywała wal­czyć o ich zachowanie. Dobrym przykładem zmian w mentalności był podręcznik łowiectwa Wiesława Krawczyńskiego wydany w 1924 r. Autor w rozdziale poświęconym żbikowi tak pisał: „jest dla łowiec­twa bezwzględnie szkodliwy, tępić go jednak szerokim opisem nie będziemy, bo występuje już tak sporadycznie, że trzeba mu także dać żyć, jako rzadkiemu już okazowi”. Powoli, lecz systematycznie drapieżne zwierzęta odzyskują utracone terytoria, stają się również coraz liczniejsze. Przykładem niech będzie żbik, o którym mamy nieco historycznych danych. W 1929 r. w obecnych granicach Polski znany był tylko jeden osobnik wykazany z nadleśnictwa Stary Sącz. W latach pięćdziesiątych służba leśna Ziemi Sądeckiej znalazła już kilka sztuk, rozmieszczonych głównie w jej południowej części. Obecnie na Sądecczyźnie żyje kilkanaście osobników tego gatunku. Fauna drobnych kręgowców i zwierząt bezkręgowych nie była narażona na tak intensywne tępienie jak duże ssaki i ptaki, toteż jej skład gatunkowy i liczebność nie ulegały w zasadzie większym zmianom. Można nawet przypuszczać, że niektóre gatunki stawały się coraz bardziej pospolite. Dotyczy to przede wszystkim zwierząt synantropijnych, które rozpowszechniały się na Ziemi Sądeckiej wraz ze zwiększaniem liczby punktów osadniczych oraz pomnaża­niem liczby ludności. W XIX w. rozplenił się tutaj szczur wędrowny, ogromnie pospolita stała się wrona. Dzięki wycięciu lasów na po­wstałych zrębach pojawiło się wiele ciekawych stepowych bezkrę­gowców. Przypuszcza się, że zmniejszenie powierzchni leśnej po­zwoliło dwu pięknym gatunkom motyli – niepylakowi apollo i spo­krewnionemu z nim niepylakowi mnemozynie – skolonizować ob­szary uprzednio przez nie nie zajęte. Rozmnożyły się również szko­dniki roślin uprawnych, powodując dotkliwe szkody w latach maso­wych pojawów. W 1869 r. nastąpił pojaw wielkiego szkodnika zbóż -muchówki, niezmiarki paskowanej. W raporcie do władz zwierzchnich starosta powiatu sądeckiego donosił, iż z winy tego szkodnika uległo zniszczeniu 5/6 plonu pszenicy i 3/4 jęczmienia. Kilkanaście lat póź­niej miejscowy przyrodnik, Fryderyk Schille, zanotował niespoty­kany pojaw innego szkodnika: „W roku 1892 pojawiły się one gą­sienice – przyp. aut. w tak wielkiej ilości, że zdołały ogołocić zupeł­nie z liści sady miasta Starego Sącza, wsi Barcic, Rytra, Młodowa i innych. W czasie latania tego motyla bieliły się ogrody i drogi od jego niezmiernych mas, a na pniach i gałęziach drzew, oblepionych gęsto poczwarkami, kory nie można było nawet dojrzeć”. Motyl ten zwie się niestrzęp głogowiec i znany jest z masowych nieregularnych pojawów. Pod koniec XIX w. rozpowszechniła się w Polsce moda na ko­lekcjonowanie owadów, przede wszystkim motyli i chrząszczy. Ko­lekcjonerstwo, będące przyjemnym i częstokroć pożytecznym hobby, stanowiło jednak ogromną groźbę dla okazałych a zarazem rzadkich gatunków, każdy bowiem hobbysta za punkt honoru uważał pozy­skanie ich do swojej kolekcji. Wydaje się zupełnie pewne stwierdze­nie, że właśnie w wyniku działalności zbieraczy wyginął w Beskidach jeden z najpiękniejszych krajowych motyli – niepylak apollo. Warto podkreślić, że najdłużej zachował się on na Ziemi Sądeckiej, gdzie ostatnie stanowisko w okolicach Tylmanowej zniszczono w 1933 r., podczas gdy na innych beskidzkich stanowiskach motyl ten nie do­trwał do 1920 r. Od zachłanności kolekcjonerów ucierpiały też dwa inne okazałe motyle krajowe – paź żeglarz i niepylak mnemozyna. W tym samym okresie nastąpiły bardzo poważne zmiany w szacie leśnej. W wielu miejscach na dużych obszarach przeprowadzono zręby zupełne. W miejsce wyciętych lasów założono jednogatunko-we kultury, złożone często z drzew obcego pochodzenia, nie przy­stosowanych do warunków miejscowych. Poza tym do lasów wpro­wadzono gatunki egzotyczne, np. róbinię, zwaną błędnie akacją, lub daglezję zieloną. Wskutek rabunkowej gospodarki uległa zmianie także jakość drzewostanów.Współcześnie niewątpliwie największym, na nie spotykaną dotąd skalę zagrożeniem miejscowej przyrody jest intensyfikacja i chemi­zacja gospodarki rolnej i leśnej oraz gwałtowny wzrost zanieczysz­czenia środowiska. Plagi te stanowią totalne niebezpieczeństwo, dlatego też cała flora i fauna wymagają aktywnej ochrony. Masowe wprowadzanie chemicznego zwalczania szkodników i chwastów w rolnictwie oraz powszechne użycie nawozów sztucznych powo­duje w krótkim czasie gwałtowne zmniejszanie się liczby gatunków w biocenozach podlegających tym zabiegom. W leśnictwie ogromne szkody w świecie roślin i zwierząt poczyniło wprowadzenie dużych, jednowiekowych plantacji świerka i innych drzew, często obcego pochodzenia. Współczesna gospodarka leśna stosuje szybkie usuwa­nie przerośniętych starodrzewi, powałów i wykrotów, stanowiących przecież doskonałe kryjówki i miejsca rozrodu prawie wszystkich dużych ssaków drapieżnych, ponadto orłów, puchacza, głuszca, a także nieprzeliczonej rzeszy drobnych ssaków, ptaków i owadów. Wykroty i powały są również siedliskiem rzadkich gatunków roślin zielnych, mchów, porostów i grzybów.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.